Jerzmanowice - dzień 5 i 6Wyjątkowo wczesna pobudka, śniadanie i pakowanie prowiantu (8 bułek w tym dwie słodkie, woda, konserwy) przejazd autokarem do Krakowa i kilkukilometrowa pielgrzymka na Campus Misericoridae w Brzegach - tak wyglądał sobotni poranek dla uczestników jerzmanowickiego kampusu, na którym ilość uczestników kolejny raz zwiększyła się.

Po drodze upalne słońce i kolejne doświadczenie powszechności Kościoła - idziemy ramię w ramię nie tylko z Francuzami i Włochami, ale mieszkańcami USA, Brazylijczykami, Koreańczykami czy Australijczykami. Części flag nawet nie rozróżniamy - być może to flagi stanów czy miast? Ciężko powiedzieć, bo i językowo pielgrzymka to niemal wieża Babel. A jednak nie czuje się chaosu - czuje się, że tak ma być. Międzyludzka życzliwość, język miłości i nieodległy cel łączą wszystkich, choć każdy z nas jest mocno zmęczony.

Dochodzimy do Kampusu - nareszcie. Do spotkania z papieżem jeszcze kilka godzin - czas na odpoczynek, posilenie się, modlitwę, zabawę, śpiew,"rozeznawanie terenu". I wreszcie zaczyna się spotkanie - radość z przyjazdu Ojca Świętego, choć zdecydowana większość z nas dostrzega zaledwie znacznie oddaloną tylną ścianę ołtarza i korzysta z pośrednictwa telebimów. "Wspaniale jest być z wami na tym czuwaniu modlitewnym" - mówi papież i wszyscy się z nim zgadzamy - "Panie dobrze, że tu jesteśmy!".

"Nasza odpowiedź na ten świat w stanie wojny ma imię: nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną. Świętujemy fakt, że pochodzimy z różnych kultur i łączymy się, żeby się modlić. Niech naszym najlepszym słowem, naszym najlepszym przemówieniem będzie zjednoczenie w modlitwie" - zachęca papież i wszyscy w ciszy modlą się, a chwilę później trzymają się za ręce budując most. A w uszach wciąż brzmią słowa "nie przyszliśmy na świat, aby wegetować, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad". Jaki ślad zostawi ŚDM w sercu każdego z nas? Jestem pewny, że ogromny, że dla wielu ten czas był utwierdzeniem bądź przebudzeniem. Zjednoczenie w modlitwie ze świecami na adoracji Najświętszego Sakramentu, Apel Jasnogórski i odjazd papieża. Ale przecież czuwanie trwa - przed nami cała noc w oczekiwaniu na niedzielną Eucharystię.

A podczas niej zachęta do zaangażowania w rozwój innej ludzkości - nie czekając na oklaski, ale poszukując dobra dla niego samego. "Pan nie chce zostać tylko w tym pięknym mieście albo w miłych wspomnieniach, ale chce przyjść do twego domu, być obecnym w twoim codziennym życiu: w nauce, studiach i pierwszych latach pracy, przyjaźniach i uczuciach, planach i marzeniach. Jakże się to Jemu podoba, aby to wszystko było Mu zaniesione w modlitwie! Jakże bardzo ufa, że pośród wszystkich codziennych kontaktów i czatów na pierwszym miejscu będzie złota nić modlitwy! Jakże bardzo pragnie, aby Jego Słowo przemawiało do każdego twego dnia, aby Jego Ewangelia stała się twoją i była twoim "nawigatorem” na drogach życia. (...) Jezus każdego z nas woła po imieniu" - powiedział papież. I zaprosił do Panamy na kolejne Światowe Dni Młodzieży. Ze względu na odległość pojedzie pewnie niewielu z nas. Jednak żarem, który został w nas podsycony musimy zarażać wszystkich wokół. To nasza misja z tego świętego czasu. Dziękujemy wszystkim, dzięki którym mogliśmy go tak wspaniale przeżyć - zarówno tym troszczącym się o naszego ducha i jak i o nasze ciała!

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież